


I wytrzymałam dość
długo w postanowieniu ,bo aż 7 lat! Wówczas to udało mi się
namówić męża, że skoro mamy już nieco odchowane dzieci i
szukamy domku na wsi i z pewnością wkrótce tam się
przeprowadzimy, to może kupimy pieseczka, aby mógł być już
dorosły i odchowany, kiedy pojawi się przed nim ważne zadanie
pilnowania obejścia. I tak kobiecym podstępem udało mi się przekonać
jakże rozsądnego mężczyznę mojego życia, na mniej rozsądny krok nabycia
pieska w typie owczarka niemieckiego (długowłosego) ,który
miał do złudzenia przypominać nieżyjącą już wówczas Karię.
Do tego czasu dała nam nieźle popalić. Urodą przypomina Karię i owszem, ale charakterek to ma zdecydowanie bardziej niezależny. W mieście ją roznosiło, robiła co chciała, gdzie chciała i jak chciała. Do tego nie do końca dając nam poczucie, że jesteśmy jej do czegokolwiek potrzebni. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, kiedy wreszcie Zeta miała swoje podwórko do wybiegania i pilnowania. Ten pies dał nam sporo do myślenia na temat wyboru rasy, predysponowanej do zaspokojenia naszych oczekiwań. W tym momencie mojego życia owe oczekiwania były już nieco inne niż w dzieciństwie.
___//__
Zapragnęliśmy nabyć kolejnego psiaka. Co do wyboru rasy ostateczne
zdanie, tym razem, miał mój mąż. Wybrał rottweilera
jako rasę obrończą. Andra dołączyła do nas jako
półroczny już psiak. Kupiłam ją w prezencie urodzinowym
mojemu mężowi. Do tej pory twierdzi, że to najwspanialszy prezent
urodzinowy jaki dostał w życiu.
Po doświadczeniach z
naszą Zetą, która bezustannie skakała, szalała, piszczała na
widok każdej osoby wchodzącej do domu, byłam zauroczona. To
spokój i zrównoważenie, którego
szukałam u psa. Andra szybko nas w sobie rozkochała znakomicie
spełniając rolę psa rodzinnego. Zupełnie nioczekiwanie dla nas okazało
się, że nasza sunia jest wybitnym przedstawicielem rasy,
wówczas pomyśleliśmy o jej potomstwie.
Aby Andra miała młode, musiała
spełnić wszystkie wymogi suki hodowlanej, które postawił
przed nami Związek Kynologiczny. I tak zaczęła się nasza przygoda z
kynologią, połknęliśmy haczyk.
Pomimo, że nie mamy
możliwości, aby zaliczyć każdą wystawę, którą byśmy chcieli.
To wystawianie psa ma dla nas niepowtarzalny urok.
Pozwala również zapoznać się bliżej ze standardem rasy,
poznać innych zapaleńców i rozwijać wiedzę na temat opieki
nad naszym pupilem. Jest też doskonałym pretekstem do
podróżowania.Od tego czasu zaczęłam także zgłębiać wiedzę na
temat ras
psów, ich pochodzenia i przeznaczenia.
Kilka lat później moją uwagę zwrócił duży szwajcarski pies pasterski. Gdy przeczytałam o tym łagodnym usposobieniu, sporym rozmiarze i powściągliwym temperamencie, uznałam, że to idealny kompan dla naszej rodziny. Moja świadomość odnośnie poszukiwań suki hodowlanej nie była, jeszcze na etapie wysokich lotów, miałam jednak ogromne szczęście, że trafiłam na Kokę (Calipso Mumuru). Ta wpaniała suka od początku zauroczyła mnie swoją "psiejskością", dzięki niej odkryłam ile satysfakcji i przyjemności daje odchowywanie szczeniąt. Jest wspaniałą matką i wiele ze swoich cech charakteru przekazuje potomstwu.
W tym roku do naszej rodziny dołączyła Janeczka (Yankee From Swiss Star), w jej rodowodzie łączą się dwie ; europejska i amerykańska, wspaniałe linie dspp. Liczę, że wniesie ona w mój plan hodowlany wiele wspaniałych cech rasy i nowych genów, co jest niezwykle istotne dla populacji polskich szwajcarów.

Magdalena Miłoszewska-Ścisłek